Z Brendanem Perry w Gniewie

Sportowa książka już w recenzji, więc mogę wrócić powoli do zamkowego blogowania. Zanim zabiorę się dopisywania refleksji na temat książki o zamku poznańskim, o której pisał już Pan Krzysztof Czarnecki, to pozwólcie, że tanecznym krokiem przygotuję sobie nieco grunt. Tanecznym, bo w poprzednią sobotę chodziłem sobie po zamku gniewskim w towarzystwie Brendana Perry, wokalisty zespołu “Dead Can Dance”. Głos piękny, refleksyjny, muzyka wręcz stworzona do kontemplowania architektury gotyckiej, który rozchodził się we wszystkich zaułkach zamku. Wyjaśnię bowiem, że nie słuchałem Brendana z własnego odtwarzacza, ale jego muzyka była “puszczana” głośno, była więc istotnym elementem zwiedzania. Mimo całej mojej atencji do twórczości artysty, to jego piosenki można nazwać pewną stylizacją na średniowiecze. I takie są moje wrażenia z wizyty.

Zamek w pełnej krasie, tylko ta scena...

Przedzamcze z drewnianą bramą z krenelażem i parkanem-trybunami

Mur po prawej po pracach

Zamek gniewski dzisiaj jest produktem turystycznym. Lekkim i łatwym w odbiorze, a dodatkowo przynoszącym pokaźne zyski. Na tym polega przecież sprzedaż. Zamek zmienił się nie do poznania, czego absolutnie nie chcę oceniać. Uważałem i uważam, że przejęcie go przez grupę “Polmlek” było jedyną szansą na uratowanie tego bezcennego zabytku i ocalenie pracy ludzi, którzy stworzyli charakter i klimat tego miejsca. Myślę tu o rekonstruktorach i edukatorach. W malutkim i biednym miasteczku, jakim jest Gniew, przy braku funduszy centralnych nie mieli po prostu szans na dalszy rozwój. Popierałem więc oddanie zamku w prywatne ręce, co bardzo oburzało niektórych kolegów. Warto jednak na chłodno zobaczyć efekty zmian.

Kaplica

Zbrojownia

Refektarz

“Szanowni Państwo! Krzyżacy dużo się modlili, bo dużo grzeszyli” – podsłuchałem młodego człowieka pokazującego grupie zwiedzających kaplicę zamkową. W zbrojowni, w której kopie zbroi średniowiecznych mieszają się z husarskimi a wielka chorągiew zakonu wisi obok chorągwi współczesnych bractw rycerskich usłyszeć można było wiele praktycznych uwag o operowaniu bronią i potrzebie wykształcenia sobie odpowiednich mięśni, aby naciągnąć choćby łuk. Opowieść był lekka i dowcipna, z odwołaniem do pokolenia “kciukowiczów”, czyli naszych dzieci obsługujących głownie konsole do gier i komórki. Lekko i przyjemnie, żeby nie zmęczyć zwiedzających wiedzą.
I to jest właśnie ta główna konsekwencja uczynienia z Gniewu produktu. Łatwa do przyswojenia papka informacyjna, wszelakie ułatwienia w zwiedzaniu. Zamontowane we wszystkich wejściach na dziedziniec (który dziś otrzymał szklany dach) kurtyny powietrzne sprawiają,że było na nim dużo cieplej niż na zewnątrz. Po dziedzińcu mogą już chodzić Panie w butach na obcasie, bowiem położono płyty, likwidując przy okazji studnię. Tym samym zatracono zupełnie charakter tego miejsca. Do pomieszczeń na piętrze reprezentacyjnym prowadzą szklane schody – model zapożyczony z Malborka, z piwnic pod Wielkim Refektarzem, z tym samym błędem, jakim są zbyt blisko siebie umieszczone stopnie. Są elementem nowoczesnym, nie udającym niczego i transparentnym. Dziedziniec stał się więc wielką salą recepcyjną, podobnie jako stało się wcześniej w Gniewie. Z pomieszczeń zamkowych, jedynie kaplica zachowała swój dawny, surowy charakter, choć jest to miejsce konsekrowane, co tłumaczy chyba obecność na ścianie portretu Jana Pawła II. Inne pomieszczenia, które nazywane są zgodnie ze średniowieczną nomenklaturą widać na zdjęciach, nie trzeba tego komentować. Nie udało mi się niestety obejrzeć ekspozycji przygotowanej przez Muzeum Archeologiczne w Gdańsku, współgospodarza obiektu, bo zwyczajnie nie była gotowa. Ciekawy byłem, jak Muzeum wpisało się w ten nowy charakter miejsca. Ale niestety.


I w tym miejscu powinienem zawrzeć jakieś podsumowanie. Mam z tym jednak kłopot. Odwiedziłem zamek pokrzyżacki i zrobiłem kilka fotek, a więc TAM BYŁEM. Brendan Perry jest OK, anegdotki i opowieści o Krzyżakach powiedziane ładnie i ze swadą – parę rzeczy nawet zapamiętałem. Wow, było super! Tylko … zbyt często prawda historyczna miesza się z fałszem, oryginał z kopią, przeszłość z nowoczesnością. I właśnie tego oryginału, nawet w postaci zmurszałego i obsypującego się muru, z nierówną fugą, tego prawdziwego dziedzictwa materialnego i niematerialnego bardzo mi brakuje. OK, nie zobaczyłem pełnego spektrum możliwości oferowanych w Gniewie, ale też mało kto ją zobaczy w takim wymiarze. Pojechałem jako zwykły turysta i … było po prostu fajnie. A najbardziej fajne jest to, że zamek został uratowany i dalej służy ludziom. Społeczności lokalnej i nie tylko. Większość z goszczących w Gniewie jest na pewno zadowolona, a o to przecież chodzi.

Posted in Dziedzictwo kulturowe, Gniew, Historia, Ochrona zabytków, Podróże, Rekonstrukcja, Restauracja, Zakon Niemiecki, Zamki | Tagged , , , , , , , , , , | Leave a comment

Zamek Królewski w Poznaniu. Historia i Restytucja

W Poznaniu ukazała się książka, podsumowująca to wszystko, co ostatnio działo się wokół poznańskiego zamku. Jest to temat gorący, dyskutowany i rozpalający emocje. Stali czytelnicy wiedzą mniej więcej o co chodzi. Z uwagą obserwowałem i obserwuję to, co dzieje się w Poznaniu, bo uważam, że w Polsce wciąż zbyt mało jest dyskusji, w której głos społeczności spotyka się z głosem specjalistów różnych dziedzin zaangażowanych w inwestycję, no i inwestorów. Ciągle zbyt wiele jest arbitralnych decyzji. Książka jest dalszym ciągiem poznańskich dyskusji i sporów, tak też traktuję poniższy tekst na jej kanwie. Autorem jest nie pierwszy raz zabierający głos w tym miejscu, Krzysztof Czarnecki. Zapraszam do lektury i dyskusji.

1.Zamek Królewski w Poznaniu Historia i Restytucja

Kiedy w listopadzie 2012 roku ukazał się na gościnnej Stronie „icastle.pl” mój artykuł o restytucji Zamku Przemysła nie sądziłem, że jeszcze raz skreślę w tej sprawie kilka słów i ponownie będę korzystał z uprzejmości JEJ Gospodarza. W grudniu 2014 roku pojawiła się – staraniem Komitetu Odbudowy Zamku Królewskiego w Poznaniu – książka pt. „Zamek Królewski w Poznaniu Historia i Restytucja”. 280 stron dwukolumnowego druku-w sztywnej lakierowanej oprawie i błyszczącej obwolucie- wykonanego na dobrym papierze, wzbogaconego o naprawdę potężną i miejscami oryginalną ikonografię, na którą składają się zdjęcia wielobarwne, przestawienia map i rycin, starych sztychów. Pod względem edytorskim owo przedsięwzięcie robi wrażenie, dobre wrażenie!. Jest to oczywiście praca zbiorowa, jak to w takich przypadkach bywa. Co w treści i kto użyczył pióra do przelania swej wiedzy?
Całość podzielona została na dwie części: I. HISTORIA i II. RESTYTUCJA. Profesorowie pani Hanna Kóčka – Krenz i pan Jacek Wiesiołowski dali świadectwo rzetelnej pracy w przedstawieniach tematów, których realizacji się podjęli. „Palatium Pierwszych Piastów na Ostrowie Tumskim w Poznaniu” czyta się z prawdziwą przyjemnością a wyobraźnię podtrzymuje i wręcz podsyca pamięć o szklanych kostkach ze złoconym licem, które przetykane były zgodnie z zamysłem twórcy kompozycji, podobnymi do nich kostkami ze szkła zabarwionego na kolory: czarny, ceglastoczerwony i ciemnozielony. Stanowiły one elementy całości kompozycji o nieznanej nam formie ostatecznej zdobiącej najprawdopodobniej absydę kaplicy grodowej. Wyobrażam sobie jak te artefakty spoczywają na dnie szuflad profesorskiego biurka i cicho kwilą żeby choć przez chwilę zabłysnąć w promieniach światła na chwałę ich bezimiennych twórców.

2. Loch wieży zamkowej. Fragment muru z XIII w. ( fragment fot. K. Budziński)

 

3. Pieczęć majestatowa Przemysła II ( awers i rewers) (fragment fot. K.Styszyński)

Wielu dobrych wrażeń dostarcza lektura artykułu: „Zamek Poznański jako ośrodek kultury rycerskiej i sarmackiej” autorstwa Jacka Wiesiołowskiego. Autor w niebanalny intelektualnie sposób maluje obrazy ówczesnego świata przy użyciu całkiem współczesnych filtrów. Profesora mam zaszczyt znać osobiście. Cenię jego giętki dowcip i niebanalną zdolność do nieprzewidywalnych ripost. Ciekawym przyczynkiem do przemyśleń na temat trendów europejskich w dziedzinie restytucji obiektów niosących w sobie pamięć historii jest praca Przemysława Wojciechowskiego: „Odbudowa Zamku Królewskiego a praktyka konserwatorska w Europie”. W tym miejscu przypomniał mi się manifest profesora Zachwatowicza.

4. Tablica na budynku Raczyńskiego upamiętniająca 700 lecie koronacji Przemysła II (fot. K.Styszyński)

To, że wymieniłem bardziej szczegółowo trzy artykuły nie oznacza wcale, że pozostała treść woluminu nic nie wnosi. To, że wyróżniłem trzy prace jest moim prawem, skromnym autorskim prawem do subiektywnej oceny i gradacji Przy okazji lektury całości nasuwa się nieodparcie myśl refleksyjna. Niesie ona ze sobą balast wspomnień o Edwardzie Raczyńskim i wielu innych animatorach rzeczy ważkich dla naszej kultury, którzy srodze byli skubani przez im współczesnych oponentów. Nie czynię tutaj żadnych porównań, bo bohaterów moich myśli dzielą lata i splot okoliczności, ale nie zmienia to faktu, że mimo wielu różnic wyłania się obraz nadal aktualny w całej ponurej -moim zdaniem -krasie: Polska Natura Mroczna pieroga zlepionego z nienawiści i dla potrzeby podniesienia jego gorzkiego smaku podlanego stosownym sosem z przywołanych wzniosłych ingrediencji – argumentów – „na nie!”. Czym jest bowiem – mając na względzie historyczność miejsca: Wzgórze Przemysła – świadoma prowokacja architektoniczna autoryzowana przez prawie nikomu nieznanego J. Kozakiewicza (szabla na zlecenie?), który sam, bądź z inspiracji ludzi cienia zaproponował szklane bryły w formie prostopadłościanów jako wypełnienie rany po Zamku Królewskim w Poznaniu. Z mieszanymi uczuciami przypominam sobie o debacie, dyskusji i pyskówce pospolitej (wszystkie terminy na równych prawach stawiam) na temat idei restytucji Zamku. Wiele nietuzinkowych umysłów pogubiło w zacietrzewieniu polemicznym szeroki kontekst historyczny, kulturowy i ideologiczny przywrócenia miastu i krajowi namacalnego świadectwa naszej historii. Trzymanie się purystycznego stanowiska wyrastającego jedynie z nauk szczegółowych takich jak dla przykładu: historia sztuki, architektura, urbanistyka i w oparciu tylko o nie budowanie „jedynie słusznej” krytycznej postawy wobec problemu restytucji pomnika historii nie da się obronić w świetle racjonalnych ocen. W sprawach ważnych dla bytu i przyszłości kultury narodu trzeba się nieco wznieść na wyższy pułap, na którym wyraźniej widać konieczność interdyscyplinarnego podejścia do PROBLEMU. Autor niniejszego tekstu też nie jest bezkrytycznym odbiorcą formy ostatecznej zrestytuowanego Zamku Przemysła. W widzianej gołym okiem FORMIE OSTATECZNEJ ZAMKU dostrzega nieobecność detali architektonicznych, które prezentowane były w projekcie. Dostrzega zachwianie pewnych proporcji. Nie daje zgody na istnienie niektórych elementów konstrukcyjnych. Dodanie zbędnych – jego zdaniem- form architektonicznych – jest ewidentnym błędem.

5.Kościół NMP stojący na miejscu dawnego palatium Mieszka I ( fot.K. Budziński)

6. Widok ogólny zamku (fot. P. Mielewczyk)

Uwagi powyższe powstały w wyniku jedynie powierzchownego oglądu bryły zewnętrznej Zamku. Mimo to waży on przy osobistym sądzie o sprawie, to co jest uniwersalne z jednej strony a co jest kontrowersyjne z punktu postrzegania purystów wywodzących się z nauk szczegółowych. W ocenie celowości przedsięwzięć, które obliczone są na trwanie w świadomości kulturowej społeczeństwa nie wolno zapominać o obiektywnych kontekstach żywych w naszej szeroko rozumianej przestrzeni historii i kultury. W tym aspekcie żywe i aktualne pozostaje pytanie: dlaczego żadnych kontrowersji nie wywołała przebudowa sali wielkiej z przyległościami dokonana za dużo większe pieniądze w ostatnim zbudowanym w XX wieku w Europie zamku, który miał być świadectwem pruskiego – niemieckiego władania nad ziemiami (zabory), które w świadomości Polaków stanowią nadal i słusznie, kolebkę naszej państwowości? Dla nie Wielkopolan: zamek ów w czasie II Wojny Światowej poddany został przeróbkom mającym spełnić wymagania Adolfa Hitlera na wypadek pełnienia przez przedmiotowy obiekt funkcji kwatery wodza III Rzeszy. Dziwnymi zaiste drogami podążają strumienie myślenia ludzi zamieszkujących ziemie nad Wartą i Wisłą stropowane Bałtykiem od północy i fundamentowane górskimi pasmami na południu. Polityka świadomości narodowej winna zyskiwać nowe świeże tchnienie a nie ulegać kosmopolitycznym trendom. Żeby nie przedłużać osobistego wywodu, podaję adres dla potencjalnych zainteresowanych opisaną przeze mnie publikacją- której cena nijak się ma do jej jakości i to w stronę korzystną dla portfela nabywcy-
Komitet Obudowy Zamku Królewskiego w Poznaniu
ul. Kramarska 32
61-765 Poznań
Komitet.biuro@wp.pl
Ewa Dziurla tel: 609 350 033

Krzysztof Czarnecki

P.S. Niniejszym składam podziękowania panu Pawłowi Mielewczykowi z Komitetu Odbudowy Zamku Królewskiego w Poznaniu za wyrażenie zgody na publikację fragmentów ilustracji zawartych w treści rekomendowanej przeze mnie publikacji.

 

Posted in Archeologia, Dziedzictwo kulturowe, Historia, Ochrona zabytków, Poznań, Rekonstrukcja, Zamki | Tagged , , , , , , , | Leave a comment

Bokser i zamek (z wojną w tle)

Kończąc książkę o “Gedanii” i czytając o dawnym sporcie wszystko, co popadnie natknąłem się na esej o pierwszy polskim powojennym medaliście olimpijskim, Aleksym Antkiewiczu. Polak zdobył brązowy medal, co było olbrzymim sukcesem, miał jednak szansę na finał i walkę o złot. Problemem było narastające zmęczenie, którego efekty wyszło właśnie w walce półfinałowej, rozgrywanej zaledwie sześć godzin po ćwierćfinale. Antkiewicz wspominał:
“Włoch Eduardo Formenti nie miał tak ciężkiej drogi do finału, co ja… Był ode mnie lepszy. Boksował technicznie, uderzał lewym i prawym prostym, szybko, precyzyjnie. Zasłużenie został mistrzem olimpijskim […] U mnie wyszło zmęczenie, nie miałem sił…”
I dalej już bardzo obrazowa i emocjonalna narracja autora eseju, Tadeusza Olszańskiego:
“Bo też skąd miał je wziąć? Po sześciu latach wojennej gehenny? Miał zaledwie szesnaście lat, kiedy w 1939 r. został oderwany od rodziny i skierowany przez Arbeitsamt do roboty na wsi. Do roboty? Śpi w stajni, wraz z innymi polskimi robotnikami, jest katowany, bity, traktowany jak bydło. Niewolnicy III Rzeszy. Raz w tym, raz w innym folwarku. Praca w polu, w deszcz, mróz, po kilkanaście godzin, od świtu do zmierzchu. Ręce popękane do krwi, całe w ranach. Za próbę buntu trafia do więzienia na zamku w Malborku. Tylko niezwykły hart ducha pozwala mu przetrwać cztery miesiące w samotnej celi o chlebie i wodzie. Słania się na nogach, ale wie, że upaść znaczy nie podnieść się więcej. Zostaje ewakuowany do Bawarii i tam dopiero uwolniony”


Tyle przeczytany tekst. Czy na zamku malborskim było w czasie ostatnie wojny więzienie? Raczej nastąpiła tu pomyłka – chodzi zapewne o zamek w Gniewie. Nigdy tym aspektem funkcjonowania pokrzyżackich zamków, w tym gniewskiego, się nie interesowałem, ale wydaje mi się, że jest kolejny wątek do podjęcia poszukiwań i napisania pełnych historii zamków, takich, które nie będą zamykać się jedynie w okresie średniowiecza lub czasach ich restauracji. Ot, ciekawostka.

Posted in Gniew, Historia, Malbork, Opowieści, Wojna, Zamki | Tagged , , , , , , | Leave a comment

Z końcem starego, ale bardziej na Nowy…

Z końcem starego, ale bardziej na Nowy Rok chciałbym pokazać zdjęcie. jedno z moich ulubionych, pochodzące z 1913 r. i odnoszące się oczywiście do mojego ulubionego zamku. Każdy z nas zinterpretuje je zapewne po swojemu. I dobrze.  Pokazuję je tuż przed rozpoczęciem Nowego 2015 Roku. Dla mnie roku zmian, które dosięgną także i zamku w Malborku. Pozyskane fundusze i przygotowywane prace widać już w postaci rusztowań. Wszystko gotowe, chciałoby się rzec, można zaczynać – zamek będzie piękniejszy niż był kiedykolwiek. Nikt jeszcze tak nie powiedział? To powie.

„Planowane prace na Wale Plauena powiększyły teren Muzeum, zwiększając tym samym obecną objętość Zamku i przywracając mu oryginalne rozmiary na tym odcinku. Turystom udostępniono niedemonstrowaną wschodnią panoramę Zamku. Dzięki realizacji projektu nie tylko wzbogacono ofertę turystyczną regionu, ale przede wszystkim zrekonstruowano wiele bezcennych elementów malborskiego zamku, stanowiących wyjątkowe dziedzictwo kulturowe naszego województwa”.

Mój Boże … To cytat z oficjalnego wydawnictwa „Skarby Pomorza”, chwalącego się wykorzystaniem funduszy unijnych na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego Pomorza. I tego właśnie się boję.  Nie straszna nam wojna i jej skutki – to MY zbudujemy zamek, o objętości znacznie przekraczającej normy. Jeżeli coś nie istnieje – nie ma problemu, zrekonstruujemy. Wszak konserwatorzy niemieccy zostawili nam dokładną dokumentację. Zgroza!

Dzieci siedzące przed bramą i kwiaty tam leżące to dla mnie obraz pokory. Przed miejscem,  tajemnicą jego funkcjonowania, losami ludzi, którzy związali z nim swój los.  Wszyscy kochamy Malbork, chcemy jak najlepiej dla zamku, ale może trzeba się gdzieś zatrzymać?  Brak czegoś, ruina to także świadectwo. Pycha żywi się ignorancją i niepostrzeżenie wpędza nas w arogancję. Sam doświadczałem tego wiele razy, bo nie wiedziałem, nie było czasu na przemyślenie, bo procedury, bo …  Nieustannie uczę się (albo jestem uczony) pokory. Tego życzę nam wszystkim na ten nadchodzący rok. Usiądźmy przed bramą zamku, odłóżmy na bok nasze ambicje i wsłuchajmy się w to, o czym szepczą jego mury. Przysiądźmy raz i drugi, nie spieszmy się i pomyślmy. Spójrzmy oczyma dzieci … i zostawmy kwiaty przed bramą. Nie będą potrzebne.

Posted in Dziedzictwo kulturowe, Historia, Malbork, Myśli, Ochrona zabytków, Opowieści, Rekonstrukcja, Restauracja, Zamki | Tagged , , , , , | 1 Comment

O kulcie maryjnym w Zakonie (2)

Rozpoczynając od treści oficjalnych, to trzeba stwierdzić, iż Maria jest stale obecna na kartach kroniki. Piotr z Dusburga budując swój utwór na odpowiednio dobranych exemplach wykazuje, iż źródłem pomyślności Zakonu Niemieckiego może być tylko pobożność braci. Tylko wtedy, kiedy Krzyżacy walczą z pobudek duchowych, modlą się i oddają praktykom ascetycznym, przestrzegają zapisów Reguły, Maria pomoże im w walce, zapewni pomyślność na ziemi i wsparcie samego Boga. Kronika powstawała w trudnych dla Zakonu czasach. W I poł. XIV w., po utracie Ziemi Świętej i fiasku ruchu krucjatowego, po spektakularnej klęsce zakonu templariuszy, trudno było uzasadnić konieczność istnienia zakonu rycerskiego i stworzonego przez niego państwa w Prusach. Kronikarz sięgając do dawno już przebrzmiałych, choć może przez sentymentalne wspomnienie, wciąż atrakcyjnych idei wypraw krzyżowych, próbował udowodnić potrzebę i sens prowadzonej przez Krzyżaków walki z Litwą. Odwoływał się tutaj do szczególnej opieki, jaką nad Zakonem Krzyżackim sprawowała m.in. jego Patronka. Wielce znaczący jest epizod, kiedy Maria, ukazując się dowódcy wojsk węgierskich , wspierających Władysława Łokietka w wojnie z Krzyżakami zapowiedziała mu rychłą śmierć, jeżeli nie zawróci. Ziemia chełmińska jest bowiem jej ziemią, użyźnioną krwią wielu chrześcijan.
Co więcej, kronikarz musiał starać się przekonać również samych Krzyżaków, w których szeregi zakradła apatia i zniechęcenie. Przede wszystkim jednak Zakon Niemiecki zdradzał objawy ciężkiego kryzysu duchowości. Dlatego jednym z założeń kroniki Dusburga jest twierdzenie, iż powodzenie Krzyżaków w ciężkich walkach w Prusach w XIII w. uwarunkowane było pobożnością wcześniejszych generacji braci. Kronikarz przeciwstawia budujące przykłady czci okazywanej dawniej, tj. w XIII w. Matce Chrystusa, z upadkiem pobożności maryjnej. W jednym z takich exemplów pisze o bracie Hermannie, zwanym Sarracenus z konwentu w Królewcu, który do tego stopnia umiłował Marie, że w jej imię puszczał wolno swoich jeńców. Na modłę rycerską głosił też jej cześć, co doprowadziło do pojedynku z rycerzem wyzywającym każdego, kto walczyłby z nim o jego konia, zbroję czy uchybiłby czci jego panny. Brat Hermann pojmał go, a zbroję i konia oddał ubogim. Tenże brat miał później wizję, w której Patronka Zakonu zapowiedziała mu rychłą śmierć. I rzeczywiście poległ wkrótce w bitwie pod Durbą w 1260 r. Podobnych przykładów pomocy ze strony Matki Bożej jest w kronice znacznie więcej.
Z drugiej strony, na zasadzie antytezy, Piotr z Dsuburga przedstawił przykłady porażek i klęsk ponoszonych przez Krzyżaków. Wiele z nich to czasy bliskie bądź współczesne kronikarzowi. Można je więc odnieść do rzeczywistości życia w Zakonie. Jego zdaniem porażki te są efektem rozluźnienia dyscypliny i mniejszej pobożności współczesnych sobie braci. W jednej z wizji Maria skarży się wspomnianemu bratu Hermannowi , że bracia nie chcą słuchać Pisma Świętego: To skłania mnie do smutku, że ukochani synowie moi, a twoi bracia z domu niemieckiego nigdy nie czytają przy stole o moim Synu i o mnie i o czynach świętych; czytają tylko o dokonaniach królów i książąt, i o doczesnej marności, tak iż o moim Synu, o mnie i o życiu świętych opowiada się rzadko lub nigdy. A przecież czytanie przy stole to jedna z podstaw i tak już ubogiej duchowości krzyżackiej. W innym miejscu kronikarz piętnuje też niedbałe wykonywanie podstawowych gestów, jakim jest znak krzyża. Bracia lekceważą nie tylko modlitwę. Nie praktykują już ascezy. Dusburg propagując bardzo surowe praktyki ascetyczne dawnych braci popada tu w sprzeczność z zaleceniami Reguły, która jest dość wstrzemięźliwa w tym zakresie i zabrania umartwiania się ponad to, co zostało w niej zapisane. Trzeba jednak pamiętać, że skrajne przypadki ascezy zostały przez kronikarza użyte jako droga ku duchowemu, i co za tym idzie politycznemu, odrodzeniu Zakonu.

W kronice Dusburga można dopatrzeć się więc kryzysu pobożności maryjnej w Zakonie. Widać tam wprawdzie ślady okazywania jej czci, jako damie serca, co jednak też związane jest z wpływem świeckiej kultury rycerskiej. Zeświecczenie było jednak procesem postępującym, co wyraźnie widać w następnym dziele kronikarskim powstałym w kręgu Zakonu Niemieckiego, kronice Wiganda z Marburga, ukończonej w 1394 r.
Autor, herold w służbie zakonu, pochodzący z Marburga styryjskiego (dzisiejszy Maribor w Słowenii) lub Marburga w Hesji przedstawia dzieło, w którym próżno szukać treści tak istotnych dla Piotra z Dusburga. Wprawdzie kronika poświęcona jest m.in. Marii Pannie, ale jej rzeczywistą treścią są barwne opisy wojen prowadzonych przez Zakon. Patronka Zakonu Krzyżackiego jest tam przede wszystkim obecna na szczegółowo opisywanych przez Wiganda chorągwiach zakonnych. Wyruszając na wyprawę wojenną, Krzyżacy obok m.in. chorągwi św. Jerzego czy chorągwi krzyżackiej z krzyżem i orłem, nieśli również chorągiew z wizerunkiem Najświętszej Marii Panny. W tym względzie przekazowi Wiganda możemy ufać bez zastrzeżeń – jako herold zwracał baczną uwagę na ceremoniał rycerski, w tym chorągwie. Według niego zwyczaj taki miał miejsce albo pod koniec XIII w., co zgodne jest z chronologią opisywanych przez niego wydarzeń, albo podczas urzędowania Karola z Trewiru, jak sam twierdzi. Kronikarz wyraźnie myli tu bowiem wydarzenia z lat 90-tych XIII w. z urzędowaniem tego wielkiego mistrza. Informacja o chorągwi może być więc anachronizmem. Nie ma jednak wątpliwości, że chorągiew taka była noszona na wyprawach współczesnych Wigandowi. Jak pisze, pod chorągwią Panny Marii walczyli goście Zakonu. Nie jest jednak jasne, czy nie była to chorągiew Zakonu, a goście walczyli pod chorągwią św. Jerzego. Ciekawe, że chorągwi z wizerunkiem Marii Panny nie było w opisanych przez Jana Długosza chorągwiach zdobytych na Krzyżakach pod Grunwaldem. [była na rycinie – przyp.KMJ]
Chorągiew na średniowiecznej wyprawie wojennej miała bardzo duże znaczenie. Przede wszystkim w grę wchodziły względy organizacyjno-taktyczne. Rycerze grupowali się wokół określonego znaku, nie tylko podczas jazdy, ale także w trakcie bitwy, gdzie dość łatwo było stracić orientację. Chorągiew miała także znaczenie propagandowe. Widoczny nad jadącym wojskiem wizerunek Matki Bożej „mówił” przeciwnikom, że ci właśnie rycerze znajdują się pod opieką Marii i walka z nimi jest walką z siłami niebiańskimi, a więc walką z góry przegraną. Widzimy tu więc wyraźną kontynuację treści zaobserwowanych w kronice Dusburga. Miało to z jednej strony osłabić morale przeciwnika, a z drugiej pokrzepić walczących pod takim wizerunkiem rycerzy oraz zapewnić powodzenie w walce, o czym pisze wyraźnie Wigand. W 1348 r. Krzyżacy odnieśli zwycięstwo nad rzeką Strawą, gdyż podobało się Bogu, aby chrześcijanie zwyciężyli, mianowicie zaś Najświętszej Pannie, której wizerunek na chorągwi gości kształtnie był wymalowany. Wstawienie się Matki Boskiej, dało to zwycięstwo.
Krzyżacki herold podaje też jeszcze jedną ciekawą informację. Otóż na jedną z wypraw prowadzonych przez mistrza krajowego Henryka von Plotzke, Krzyżacy zabrali obraz Najświętszej Marii Panny z Pasłęka.
Nastąpiła tu więc swoista militaryzacja kultu maryjnego i bezpośrednie wciągnięcie osoby Matki Chrystusa w wir działań wojennych. Innym znanym przykładem takiego właśnie instrumentalnego wykorzystania wizerunku Marii w działaniach zbrojnych, jest choćby przechowywana w zbiorach Muzeum Zamkowego w Malborku bombarda z Kurzętnika. Znajduje się na niej niewielkie przedstawienie Marii z Dzieciątkiem.
Charakterystyczne jest i to, że wyprawy na Litwę wyruszały również w święta maryjne: zimowe w święta Matki Boskiej Gromnicznej (2 lutego), letnie w święta Wniebowzięcia NMP (15 sierpnia) oraz Narodzenia NMP (8 września). Chodziło tu przede wszystkim o zapewnienie pomyślności wyprawie, ale również było swoistą formą uczczenia tychże świąt. [rejzy to rytuał religijny – KMJ]
Rycerska w swoim charakterze kronika Wiganda z Marburga kształtuje więc odmienny obraz świadomości religijnej Krzyżaków. W potężnej ilości powtarzających się wciąż wypraw i walk zatracony został głębszy charakter działań Zakonu Niemeickiego i tak podkreślana jeszcze przez Dusburga misja krzewienia wiary. U Wiganda chrześcijanie i ich porzeciwnicy to jakby dwie drużyny rycerskie toczące ze sobą walkę, a Maria spełnia tu rolę nie tyle patronki duchowej, co czuwającej nad pomyślnym dla jej poddanych przebiegiem walk Pani, czy suzerena w ziemskim znaczeniu tego słów. Brakuje natomiast form głębszej pobożności czy refleksji religijnej, przez co niektóre rytuały, takie jak noszenie chorągwi, fundacja klasztoru w zamian za pomoc w walce czy choćby terminy wyruszania na wyprawy wojenne nabierają w kronice zdecydowanie świeckiego, rycerskiego charakteru. W toku wydarzeń dziwnie wygląda informacja o podniesieniu rangi święta Niepokalnego Poczęcia NMP przez wielkiego mistrza Winrycha von Kniprode w 1377 r. Wygląda to bardziej na rodzaj rycerskiego hołdu złożonego swojej Pani, patronce Zakonu, niż pogłębieniem kultu Matki Bożej w Zakonie.
Forma i treść kroniki, o zdecydowanie rycerskim i świeckim charakterze, odzwierciedla dobrze przemiany w mentalności i duchowości Krzyżaków pod koniec XIV w. Każdy utwór literacki jest ściśle uwarunkowany przez czas i miejsce powstania oraz cel napisania i odbiorców dzieła. Nie inaczej jest w tym przypadku. Wigand, podobnie jak Piotr z Dusburga, napisał (być może na polecenie wielkiego mistrza Konrada von Wallenrode) dzieło, które miało trafić do odbiorców. Byli nimi, jak się wydaje, bracia zakonni. Autor musiał więc przemawiać ich językiem, a więc dostosować formę i treść do formacji duchowej i możliwości intelektualnych braci, którzy, co widać już u Dusburga, bardziej chcą słuchać poematów rycerskich niż moralizujących i rozbudowanych duchowo tekstów.
Na podstawie tekstów dwóch najważniejszych krzyżackich kronik, spisanych w odstępie ok. połowy wieku, można stwierdzić, iż zarysowany u Dusburga kryzys duchowy rozwinął się dość szybko i w II poł. XIV w. zeświecczenie obyczajów dosięgło członków Zakonu Niemieckiego. Podobnie interesujący nas kult Maryjny uległ swoistej feudalizacji (Maria władczynią Prus i Panią – suzerenem Krzyżaków) oraz militaryzacji. Z wewnętrznego na początku kultu zakonnego, w ciągu XIV w. stał się oficjalnym kultem państwowym i zaczął być wykorzystywany do celów ideologiczno-propagandowych w konkretnym politycznym celu. Zmiany te widoczne są już w II ćw. XIV stulecia i śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że na ukształtowanie się takiej właśnie postaci kultu maryjnego w Zakonie decydujący wpływ miało powstanie państwa zakonnego w Prusach. Ta przemiana ukazana powyżej jedynie na przykładzie dwóch kronik krzyżackich znajduje swoje szersze uzasadnienie w innych kategoriach źródeł. Nie ma tu jednak miejsca na omówienie szerszego spektrum dziedzin, w jakich przejawiał się kult maryjny. Należą do nich bez wątpienia dzieła literackie oraz sztuka, najpotężniejszy i najbardziej powszechny w średniowieczu nośnik informacji religijnej. Biorąc najbliższy nam przykład zamku w Malborku stwierdzić należy, że wizerunek NMP należy do najczęściej przedstawianych. Ze szczątkowo niestety do dziś zachowanej architektonicznej substancji średniowiecznej wybijają się zwłaszcza przedstawienia Koronacji NMP na północnym tympanonie kaplicy grzebalnej wielkich mistrzów pod wezwaniem św. Anny oraz na ścianie wschodniej Wielkiego Refektarza. W obu przypadkach Maria odbiera należną jej chwałę (koronę) z rąk Chrystusa, co stanowi jej apoteozę. W przypadku krzyżaków nie jest to jedynie nagroda dla Marii za rolę, jaką odegrała w Bożym planie zbawienia świata. Apoteoza Bożej Rodzicielki jest apoteozą samego Zakonu Niemieckiego. W myśl spisanej przez Piotra z Dusburga ideologii krzyżacy są kontynuatorami działalności Boga na ziemi, narzędziem w planie zbawienia ludzkości, „siedmioma kolumnami wyciosanymi przez papieża opartymi na fundamencie, którą jest Chrystus”, czy wręcz wizerunkiem Chrystusa na ziemi: Jest to (Zakon Niemiecki) wybrana winnica Pana Zastępów, którą Ty, Jezu Chryste, założyłeś i dla której grunt przygotowałeś… Ten zacny zakon rycerski został zatwierdzony nie tylko przez ludzi na ziemi, lecz jego powstanie zostało zapowiedziane znakami nieba i ziemi. W tym kontekście koronujący Marię Chrystus to Zakon Niemiecki otaczający ją chwałą przez swoją działalność. Do 1945 r. wschodni szczyt kościoła zamkowego zdobił ośmiometrowej wysokości posąg Madonny z Dzieciątkiem, dobitnie i wizualnie sprawujący opiekę nad zamkiem i Zakonem. Nie należy też tracić z pola widzenia innych, drobniejszych zabytków szeroko rozumianej kultury materialnej, monet a zwłaszcza pieczęci. Zwłaszcza te ostatnie pełniły mało docenianą dzisiaj rolę propagandową. Przepiękny wizerunek „Tronującej Marii z dzieciątkiem” znajduje się na głównej (wielkiej) pieczęci Zakonu. Wspomniane wyżej przedstawienie „Koronacji Marii” znalazło swoje miejsce na pieczęci wielkiego komtura. We wszystkich tych dziedzinach znaleźć możemy potwierdzenie zarysowanego wyżej obrazu kultu maryjnego w Zakonie Niemieckim. Kultu, który został wprzęgnięty do uzasadnienia działań zbrojnych, budowania politycznego autorytetu i podstaw władztwa terytorialnego Krzyżaków w Prusach. Takim pozostał już do końca funkcjonowania państwa zakonnego.

Posted in Historia, Inicjatywy, Malbork, Muzea, Opowieści, Sztuka, Wystawy, Zakon Niemiecki, Zamki | Tagged , , , , , , , , | Leave a comment